Menu

Senny

Dzisiaj znów pójdę spać, więc jest szansa że jeszcze tu wrócę…

Gra

dreacatcher

„Incepcja”- film znany mniej lub bardziej, a przynajmniej na tyle, że większość osób go widziała, albo o nim słyszała. Dobra bez grania na czas.

~ Sen sam sobie dobiera postacie do przedstawienia, nie do końca jest jasne dlaczego.

Wychodziłem właśnie gdzieś na imprezę z kumplami, albo raczej rzec trzeba, że bardziej tak na regularne chlanie. Zdaje się, że byli to starzy znajomi z którymi studiowałem na polibudzie, ale ręki, czy tam nawet małego palca, uciąć sobie za to nie dam. Właściwie to pojawiają się tylko
w tej scenie więc nie ma to szczególnego znaczenia.

Jak zwykle u mnie bywa, że sen z jednej sceny na drugą skacze sobie dość swobodnie, więc tutaj ta część się kończy. Zaznaczyć trzeba jednak, że to nie koniec całej historii.

Tak sobie teraz myślę, że piekło to nie taka kraina lawą i ogniem płynąca, gdzie dusze spokojnie taplają się w swoich osobistych kociołkach. Według mnie, to raczej taki zapętlony scenariusz rozpaczy w którym gramy główną rolę.

Wokół przytłaczał mnie betonowy las blokowisk, przyozdobiony depresją i szarością zlewającą się z nieba. Rzędy mieszkań bez okien potęgowały już i tak wszechobecnie odczuwalną pustkę,
a ja znalazłem się w środku tego wszystkiego.

Było może ich trzech lub czterech, teraz dokładnie nie pamiętam. Prowadzili mnie zawsze, w to samo miejsce, nawet gdy próbowałem sam wybrać ścieżkę i przerwać tą pętlę. Imion nigdy nie poznałem, zresztą nie chciałem ich znać, chciałem od tych chujków uciec.

Celem podróży była mała polana, miejsce które było polem gry, gry którą zawsze przegrywałem. Zresztą po pierwsze nie znałem i dalej nie znam jej zasad, a po drugie moim przeciwnikiem był szatan. Rozgrywka polegała na wyciągnięciu przed siebie karty która magicznie pojawiała się
w dłoni. Później szatan oznajmiał mi, że przegrałem i historia się powtarzała.

Podróż, gra, przegrana, podróż, gra, przegrana i tak w kółko.

Pewnego razu, jak zwykle próbowałem zmylić moich przewodników i zszedłem ze ścieżki w głąb jednego z budynków. Pojawiła się przede mną kobieta, jedyny szczegół jaki pamiętam z jej wyglądu to różne wzory tatuaży zdobiących jej ciało. Spojrzała na mnie.

- Chodź ze mną – rzuciła krótko.

Zaufania nie budziła większego, niż moi przewodnicy, ale była to jakaś zmiana i oderwanie
od schematu, więc teraz ona mnie prowadziła.

Ostatnie drobinki nadziei uleciały ze mnie w momencie, gdy znalazłem się kolejny raz na tej samej, dobrze znanej polanie. Czekał już na mnie, z tym swoim uśmiechem i pojebanym wyrazem twarzy. Dobrze wiedziałem co będzie za chwilę, on już wznosił przed siebie swoją kartę. Wtedy tuszem zdobiona Pani ze spokojem zwróciła się do mnie:

 -  Podnieś rękę

Trzymałem kartę w dłoni, złotą, niezwykłą. Pamiętam tylko, że na karcie widniał obraz kobiety i jej lewy górny róg został ucięty. Zdarzyło się coś niespodziewanego. Szatan widząc moją kartę zaczął wrzeszczeć, echo jego krzyku gasło między drzewami. Czułem jego wściekłość
 i wiedziałem że właśnie wygrałem, a on nic nie może mi zrobić.

Nagle wielka dłoń złapała mnie za ubranie i pociągnęła w górę.

Ocknąłem się gdzieś w krzakach, obok mnie leżał mój portfel, jakieś puszki i kompletnie zniszczony telefon. Jak widać impreza musiała być niezła skoro tu wylądowałem. Różnica między tą częścią snu, a tym poziomem niżej w piekle była taka że miałem świadomość że mam kontrolę, więc postanowiłem się obudzić.

Ah te sny, szkoda gadać...

 

 

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość *.icpnet.pl

    Jednego możesz być pewny ! Jeżeli zaczynasz z "nim" grać to już jesteś przegrany :(
    A jeżeli z "nim" zagrałeś i wygrałeś to na pewno był sen - to było ostatnie ostrzeżenie dla Ciebie !

© Senny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci